• Wpisów:9
  • Średnio co: 77 dni
  • Ostatni wpis:1 rok temu, 00:00
  • Licznik odwiedzin:1 514 / 777 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Stanęła przed starymi, wykonanymi z ciemnego drewna drzwiami i zapukała lekko. Czekając na odpowiedź spojrzała na trzy duże koperty trzymane w lewej ręce, zastanawiając się jaka była ich zawartość. Tak, jak polecił jej kapral, poszła do dowódcy Erwina i przez przynajmniej półtorej godziny segregowała z nim dokumentację. Potem ten dał jej zadanie, które od razu postanowiła wykonać. Nadstawiła uszu, próbując wychwycić nawet najcichsze “Proszę”. Nie doczekując się odpowiedzi, zapukała znowu, tym razem głośniej. Usłyszała ciche skrzypienie krzesła.
- Um, kapralu? To ja, kadet Winstone! - krzyknęła.
Chwilowa cisza.
- Odejdź. - znowu ten zimny, pozbawiony emocji ton. Dziewczyna czasami zastanawiała się czy kapral tak bardzo nie lubił swojej pracy, czy może po prostu zwracał się w ten sposób do każdego, niezależnie od sytuacji. Odkąd tylko trafiła do zastępu Zwiadowców, rozmawiała z nim zaledwie kilka razy, ponieważ zawsze był zajęty lub przesiadywał w swoim pokoju.
- Przepraszam, że tak niepokoję, ale dowódca Erwin kazał przekazać ci listy, kapralu. - Pomimo tak jednoznacznej odpowiedzi próbowała dalej.
- Tak… Potem - wymamrotał Levi. Teraz jednak w jego głosie pobrzmiewała nuta zmęczenia.
- Ale dowódca mówił, że to bardzo ważne! - nie dawała za wygraną. Zaczęła się schylać, żeby wsunąć koperty przez szparę pod drzwiami, ale zatrzymała się w ostatniej chwili.
- Mówię, że potem…!
- Kapralu, czy wszystko w porządku? - Zmartwiła się. Może tylko wyobraźnia płatała jej figle, ale miała dziwne wrażenie, że coś jest nie tak. Istniały dwie opcje: albo kapral Levi chciał się jej po prostu pozbyć, albo źle się czuł i nie chciał nikomu o tym mówić.
- Tak… A teraz odejdź. To rozkaz!
Rozkaz. Tego nie mogła zignorować, szczególnie, że była tylko zwykłym kadetem.
- Tak jest! - Dziewczyna odwróciła się, żeby odejść, lecz przystanęła jeszcze na moment. - A-Ale przyjdę jeszcze dzisiaj! Muszę wykonać zadanie od dowódcy!
Z tymi słowami wróciła do pokoju.

*+-+*

Pukanie do drzwi. I znowu. I jeszcze raz. A potem zniekształcony przez grube drewno głos:
- Kapralu Levi, to ja, kadet Winstone! Niedługo cisza nocna, więc musiałam przyjść!
Czarnowłosy podparł głowę dłonią i popatrzył w ścianę.
“Czy ona musi być taka upierdliwa?” - pomyślał. Nie przepadał za kadetami, nie, w ogóle za ludźmi, którzy naprzykrzali się zbyt często, pomimo wyraźnego okazania wobec nich niechęci. Teraz potrzebował spokoju, a nie jakichś blondyneczek latających do jego pokoju. Ale tak czy siak, dostała zadanie od dowódcy i była zobowiązana je wykonać, więc na dłuższą metę mógł jej wybaczyć zachowanie.
- Wejdź - odpowiedział krótko.
Drzwi lekko się uchyliły, a do środka wkroczyła młoda dziewczyna - Alexandra Winstone.
- Dobry wieczór, kapralu - powiedziała cicho, jak gdyby bała się, że ten zaraz wstanie i zbije ją za zbyt głośne mówienie.
Niedawno ukończyła trzyletnie szkolenie na żołnierza i wstąpiła w szeregi Zwiadowców. Była raczej przeciętna jeśli chodziło o umiejętności w posługiwaniu się trójwymiarowym manewrem, chociaż widać było, że się stara. Swoje braki próbowała uzupełnić poprzez chwytanie się każdego zadania, które jej się trafiło i pomaganie wszystkim naokoło. Dlatego właśnie bywała denerwująca. Może to tylko dlatego, że jako młody, niedoświadczony kadet nie wiedziała jeszcze dokładnie do robić? Jakby nie patrzeć, jeszcze dwa miesiące temu należała do korpusu treningowego. W końcu instruktor Keith był znany jako bardzo wymagająca osoba.
Kadetka podeszła do biurka Levi’a i podała mu trzy koperty, które ze sobą przyniosła. Kapral szybko zlustrował je wzrokiem i odłożył na stertę innych papierów, które piętrzyły się na rogach biurka. Potem to przejrzy.
- Dziękuję, Winstone. Możesz iść.
Jednak ona dalej stała w miejscu i wpatrywała się w mężczyznę. Ten podniósł lekko jedną brew zaskoczony. Wypełniła zadanie, więc co tu jeszcze robiła?
- T-tak, ale… Czy na pewno wszystko w porządku, kapralu Levi? - Na jej twarzy malowało się zmartwienie. Właśnie o to chodziło. Niepotrzebnie zamartwiała się o wszystko i wszystkich.
- Dlaczego miałoby być nie w porządku? - odpowiedział pytaniem na pytanie. Mężczyzna zauważył, że dziewczyna trochę się zarumieniła.
- Ponieważ jak wcześniej przyszłam, wydawał się kapral troszkę… zmęczony?
- Nie byłem zmęczony. Wszystko ze mną w porządku, możesz iść - odpowiedział z całkowitym spokojem i sięgnął po ołówek, by wrócić do swoich obowiązków, tym samym dając znak Winstone, że naprawdę nie ma po co już tutaj stać.
- Dobranoc - dodała jeszcze zanim wyszła. Levi westchnął głośno. Poprawił się na krześle i wziął pierwszą kopertę od Erwina. Spis całego asortymentu i wypunktowane rzeczy, których brakuje. Jako kapral, Levi był zobowiązany pisać do stolicy z prośbami o wszelkie dobra, których potrzebowali. Ostatnio jednak zdarzało się to zbyt często, co nie wróżyło zbyt dobrze. O dziwo w tym roku do Zwiadowców dołączyło więcej osób niż się spodziewano, więc nie byli przygotowani na takie wydatki.
W drugiej i trzeciej kopercie zaś była wiadomość o zbliżającej się wyprawie poza mur i wszelkie papiery z tym związane. Ostatnia wyprawa miała miejsce ponad cztery miesiące temu, więc wypadało zorganizować kolejną w nadziei, że tym razem uda im się cokolwiek osiągnąć.
Przez kolejne półtorej godziny kapral próbował się skupić na pracy, ale coś cały czas rozpraszało jego uwagę. Zamiast wypełniać dokumenty patrzył się więc w ścianę. Nie ważne jak bardzo się starał, gdzieś w jego myślach pojawiała się ta wnerwiająca Winstone i jej pytanie: “Czy wszystko w porządku, kapralu?”.
- Kurwa.
 

 
A co mi szkodzi, już od pewnego czasu to piszę, więc czemu tego nie dodać. *wink wink* Właściwie to pomysł na opowiadanko powstał podczas pisania RP z Attack on Titan wraz z przyjaciółką. Anyway, może komuś się spodoba.

UWAGA: Opowiadanie to można by nazwać jeszcze bardziej fanowskim niż wszelkie fanfiction w internecie. Pojawia się tutaj wymyślona przeze mnie OC, a opisane tutaj wydarzenia często nie będą pokrywać się z tym co było i będzie w mandze. (Co jest raczej oczywiste, skoro w grę wchodzi OC.) Zatem proszę traktować to z przymrużeniem oka. Anyway, miłej lekturki.

Świata, w którym ludzkość bezustannie walczy o przeżycie i modli się, by tytani nie zaatakowali nie trzeba chyba nikomu przedstawiać. Rok 850, 104 oddział kadetów ukończył trzyletnie szkolenie i każdy musi zdecydować się jaką ścieżką chce dalej kroczyć. Po wielu godzinach rozmyślania, 21-letnia Alexa Winstone postanawia wstąpić w szeregi Zwiadowców wraz z przyjaciółmi. Po dokonaniu wyboru trafiają do zamku Zwiadowców, gdzie czekają już na nich dowódca Erwin, pani Hanji i… kontrowersyjny kapral Levi. A los potrafi być nieprzewidywalny, więc już od samego początku Alexa zbyt często ma styczność z kapralem. Ale to źle czy dobrze?

Przez pieczołowicie wyczyszczone i wypolerowane szyby starego zamku wpadały ciepłe promienie popołudniowego słońca. Dzięki temu zazwyczaj ciemne i ponure wnętrza wydawały się aż lśnić; chociaż można by powiedzieć, że po części było to zasługą całego zastępu Zwiadowców, którzy rozbiegli się po całym zamku, by wyczyścić każdy zakamarek. Po pustym korytarzu nagle poniosło się echo czyichś kroków. Ze szmatką w jednej i wiadrem wypełnioną po brzegi wodą w drugiej ręce szedł ciemnowłosy mężczyzna. Na głowie i szyi miał zawiązane świeżo wyprane, białe chustki. Kapral Levi - tak, to właśnie on odznaczał się niewiarygodną wprost manią czystości i zagonił wszystkich do pracy. Idąc w stronę głównego holu, lustrował każdy zakamarek w poszukiwaniu nawet najmniejszej drobinki kurzu. Jego wzrok zatrzymał się na dziewczynie o ciemnych blond włosach stojącej w rogu i rozglądającej się nieprzytomnie. Zatrzymał się jakieś 3 metry przed nią.
– Oi - zwrócił się do niej zwykłym, pozbawionym emocji głosem. - Sprzątnęłaś lewe skrzydło?
Na to pytanie dziewczyna lekko drgnęła, jak gdyby wcześniej była myślami gdzieś zupełnie indziej. Popatrzyła na mężczyznę dziwnym wzrokiem i zasalutowała.
– Tak jest, kapralu Levi! - odpowiedziała jak z automatu.
– Dobrze - mruknął ciemnowłosy i ruszył dalej. Jednak zatrzymał go krzyk kadetki.
– K-Kapralu, zaczekaj!
Niechętnie odwrócił się z powrotem w jej stronę i wwiercił wzrokiem w twarz. Jeśli skończyła sprzątać, to czego jeszcze chciała?
– Czy jest jeszcze coś, co mogłabym zrobić?
O, czyli pracowity kadet się przytrafił. Albo na tyle głupi, że nie umie korzystać z czasu wolnego, póki ma na to okazję. Levi zmarszczył czoło.
– Możesz iść do dowódcy Erwina pomóc mu przy segregowaniu papierów.
– Tak jest! - kolejny salut. Dziewczyna szybko zebrała resztę swoich środków czyszczących i pobiegła w kierunku schodów.
– Tch. Tacy kadeci czasem potrafią być upierdliwi - mruknął Levi przyspieszając kroku. Był tak zaaferowany sprawdzaniem stanu czystości, że ledwo poczuł małe ukłucie nostalgii gdzieś głęboko w sercu.


(Kurczę, Pinger zjada mi pauzy dialogowe :<
 

 
A co mi szkodzi, już od pewnego czasu to piszę, więc czemu tego nie dodać. *wink wink* Właściwie to pomysł na opowiadanko powstał podczas pisania RP z Attack on Titan wraz z przyjaciółką. Anyway, może komuś się spodoba.

UWAGA: Opowiadanie to można by nazwać jeszcze bardziej fanowskim niż wszelkie fanfiction w internecie. Pojawia się tutaj wymyślona przeze mnie OC, a opisane tutaj wydarzenia często nie będą pokrywać się z tym co było i będzie w mandze. (Co jest raczej oczywiste, skoro w grę wchodzi OC.) Zatem proszę traktować to z przymrużeniem oka. Anyway, miłej lekturki.

Świata, w którym ludzkość bezustannie walczy o przeżycie i modli się, by tytani nie zaatakowali nie trzeba chyba nikomu przedstawiać. Rok 850, 104 oddział kadetów ukończył trzyletnie szkolenie i każdy musi zdecydować się jaką ścieżką chce dalej kroczyć. Po wielu godzinach rozmyślania, 21-letnia Alexa Winstone postanawia wstąpić w szeregi Zwiadowców wraz z przyjaciółmi. Po dokonaniu wyboru trafiają do zamku Zwiadowców, gdzie czekają już na nich dowódca Erwin, pani Hanji i… kontrowersyjny kapral Levi. A los potrafi być nieprzewidywalny, więc już od samego początku Alexa zbyt często ma styczność z kapralem. Ale to źle czy dobrze?

Przez pieczołowicie wyczyszczone i wypolerowane szyby starego zamku wpadały ciepłe promienie popołudniowego słońca. Dzięki temu zazwyczaj ciemne i ponure wnętrza wydawały się aż lśnić; chociaż można by powiedzieć, że po części było to zasługą całego zastępu Zwiadowców, którzy rozbiegli się po całym zamku, by wyczyścić każdy zakamarek. Po pustym korytarzu nagle poniosło się echo czyichś kroków. Ze szmatką w jednej i wiadrem wypełnioną po brzegi wodą w drugiej ręce szedł ciemnowłosy mężczyzna. Na głowie i szyi miał zawiązane świeżo wyprane, białe chustki. Kapral Levi - tak, to właśnie on odznaczał się niewiarygodną wprost manią czystości i zagonił wszystkich do pracy. Idąc w stronę głównego holu, lustrował każdy zakamarek w poszukiwaniu nawet najmniejszej drobinki kurzu. Jego wzrok zatrzymał się na dziewczynie o ciemnych blond włosach stojącej w rogu i rozglądającej się nieprzytomnie. Zatrzymał się jakieś 3 metry przed nią.
– Oi - zwrócił się do niej zwykłym, pozbawionym emocji głosem. - Sprzątnęłaś lewe skrzydło?
Na to pytanie dziewczyna lekko drgnęła, jak gdyby wcześniej była myślami gdzieś zupełnie indziej. Popatrzyła na mężczyznę dziwnym wzrokiem i zasalutowała.
– Tak jest, kapralu Levi! - odpowiedziała jak z automatu.
– Dobrze - mruknął ciemnowłosy i ruszył dalej. Jednak zatrzymał go krzyk kadetki.
– K-Kapralu, zaczekaj!
Niechętnie odwrócił się z powrotem w jej stronę i wwiercił wzrokiem w twarz. Jeśli skończyła sprzątać, to czego jeszcze chciała?
– Czy jest jeszcze coś, co mogłabym zrobić?
O, czyli pracowity kadet się przytrafił. Albo na tyle głupi, że nie umie korzystać z czasu wolnego, póki ma na to okazję. Levi zmarszczył czoło.
– Możesz iść do dowódcy Erwina pomóc mu przy segregowaniu papierów.
– Tak jest! - kolejny salut. Dziewczyna szybko zebrała resztę swoich środków czyszczących i pobiegła w kierunku schodów.
– Tch. Tacy kadeci czasem potrafią być upierdliwi - mruknął Levi przyspieszając kroku. Był tak zaaferowany sprawdzaniem stanu czystości, że ledwo poczuł małe ukłucie nostalgii gdzieś głęboko w sercu.

(Kurczę, Pinger zjada mi pauzy dialogowe :<
 

 
Uhm... Właściwie co ja mam powiedzieć skoro i tak prawie nikt nie wchodził tu do mnie, więc raczej nikogo to nie obejdzie, ale ten... wracam. Tym razem już jako całkowicie szalona (bardziej niż wcześniej) fangirl i Otaku. Ten rok jakoś mega szybko mi minął, prawdopodobnie przez egzaminy gimnazjalne i ogrom sprawdzianów. Ale wracając: jeśli lubisz animango, to miło by mi było, gdybyś został tu dłużej. Zamierzam tu zamieszczać jakieś recenzje anime, dużo memsów, ładnych arcików i moją twórczość w postaci fanfiction, które powstają, gdy mój poziom fangirlu zaczyna wykraczać poza granicę. A więc ten... miłych wakacji? XD


 

 
Ech, ten dzień musiał w końcu nadejść... Zaczną się niezapowiedziane kartkóweczki, sprawdziany i to jakże cudowne wstawanie o siódmej rano.
Wakacje to cudowny czas, by zrobić to, na co nie miało się czasu od września do czerwca.
Jednak takie chodzenie do szkoły ma swoje dobre i złe strony. A więc, by troszkę Was zmotywować, trochę bardziej wgłębię się w ten temat.

Rozumiem, że po tak wielu tygodniach lenistwa nasze mózgi działają bardzo powoli i nic się nie chce, ale hej! Szkoła nie musi być nudna!
Przecież w każdej klasie jest jakiś śmieszek, który umili Wam dzień. Poza tym, wracając do szkoły, znów spotkacie swoich ziomków! Pomińmy tych wszystkich, których nienawidzimy od pierwszego dnia w klasie... Oni są nieważni! Liczysz się Ty i Twoje przyjaźnie!

Kiedy chodzimy do szkoły, mamy tą motywację, że przecież zostało tylko kilkanaście tygodni do dłuższej przerwy, że niedługo święta lub wymarzony weekend. Właśnie w ten sposób jest o wiele łatwiej się uczyć - mamy tę świadomość, że za chwilę odpoczniemy od pracy.

Każdy dzień w szkole coś ze sobą niesie. Śmieszne sytuacje, ciekawe rozmowy z przyjaciółmi oraz czasami interesujące lekcje. (Tak, to też się zdarza)

I powiem Wam, że to prawda. Zawsze, gdy lekcje dobiegają końca nie chcę wracać do domu. Nie dlatego, że chcę się dalej uczyć. Dlatego, że chcę przegadać kolejne przerwy z moimi koleżankami i pośmiać się z wygłupów klasowych wesołków.
Dlatego, jeśli należysz do osób, które rozpaczają z powodu powrotu do szkoły - głowa do góry! Jeśli cały rok będziesz miał/a takie nastawienie, będziesz prawdziwym bossem!
 

 
Dobra, dziś tak trochę z innej beczki...
Otóż kilka dni temu wróciłam z obozu trwającego dwa tygodnie. Chcieć, nie chcieć, zakwaterowano mnie w budynku, gdzie mieszkały obozy azjatyckie.
No i już pierwszego dnia...
Nagle do mojego pokoju wpadają jacyś ludzie; pofarbowane włosy, stroje pokroju kigurumi; jedna dziewczyna przebrana za typową kawaii sprzątaczkę, które występują w anime. No więc wpadli, wykrzyknęli na cały głos, że chcą się przywitać, poprzytulali nas i wyszli. (Tak przy okazji wraz z koleżankami znalazłyśmy swojego senpai w ten sposób, ale ciii)
Wieczorne karaoke? Śpiewamy albo k-pop, albo intro anime!
Dyskoteka? Co tam, musi być sala z muzyką k-popową!
Popołudniowe zajęcia? Kadra chowa po całym ośrodku papierowe Pokemony i szukać banda!
Oczywiście nie piszę tego z pogardą dla wszystkich otaku, gdyż...
Po 5 dniach na obozie ja i moje koleżanki zaczęłyśmy słuchać k-popu.
A ja w swojej playliście na YT mam już wideo 10h Pikachu song, Yuki Yuki oraz Niko Niko Nii remix.
Do tego obejrzałam 8 odcinków Servampa, a wczoraj kupiłam 6 część mangi o tym samym tytule. (Co z tego, że nie czytałam poprzednich 5 części, oglądałam anime!)
No i w ten sposób w niecałe 4 dni mam jeden ulubiony serial i obejrzane 4 filmy pełnometrażowe. (Nareszcie podzielam zdanie mojej BFF - chłopcy z anime są taaacy przystojny QwQ)

A więc uwaga drodzy czytelnicy... Jeśli nie chcecie stać się otaku, lepiej uważajcie.
Ja też nie miałam takiego zamiaru (pomimo, że nigdy nie patrzyłam na tych ludzi z pogardą), jednak wystarczyło 12 dni na obozie...
  • awatar Kowalski, opcje!: Ja już co prawda jestem Otaku, ale k-popu nigdy nie słuchałam. Zmieniło to dziesięć dni na kolonii.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Ahh, te cudowne, wakacyjne wieczory! Jest już godzina 23, a ty dalej biegasz po ogrodzie, kąpiesz się w basenie, skaczesz na trampolinie albo jesteś z ziomkami na mieście. Cieplutki wiatr rozwiewa twoje długie włosy... (Jak jesteś chłopakiem, to po prostu wiatr targa twoimi ciuchami na prawo i lewo XD) Jest bajecznie, atmosfera jest taka przyjazna...

MOMENT, MOMENT! CHYBA MI SIĘ SCENARIUSZE POMYLIŁY!

Tia... Nasze piękne, polskie lato w 99% jest do bani, czyli deszcz, deszcz i jeszcze raz deszcz. CO JESZCZE?! Może tajfun!?

A to przecież jest takie przykre - przez 10 głupich miesięcy czekasz na te upragnione wakacje...! A potem się okazuje, że ładna pogoda to jest albo przez pierwszy tydzień, albo za granicą -_-

I przyznajcie się: chcielibyście, aby Wasze wakacyjne wieczory wyglądały jak opis na początku! A w rzeczywistości... Wyglądają tak:

Siedzisz w domu, w swoim pokoju. Bo przecież deszcz pada, a pioruny walą tak, że jakbyś wyszedł, to Cię zabije!!! Jeśli masz komputer - siedzisz przy biurku. Jeśli nie masz komputera - leżysz wygodnie na łóżku i wgapiasz się w telefon.
Rozkoszujesz się 5-kreskowym Wi-Fi i zagłębiasz się w odmęty internetu!

To tak: na początek sprawdzimy Facebooka, potem Twittera... I nim się obejrzysz, już masz konta na Snapchacie, Instagramie, Bloggerze, Pingerze etc.
Jest to faza pierwsza: Zwykłe znudzenie.
Faza druga objawia się tym, że po sprawdzeniu wsztkich stron, na których masz konta... Wchodzisz z powrotem na nie wszystkie w kolejności od tej pierwszej do ostatniej. "Bo przecież w ciągu tych kilku minut ktoś mógł do ciebie napisać, wysłać zdjęcie, skomentować post!!!"
Faza numer trzy: Pora na tą długą część wieczorowych atrakcji. YouTube - czyli miejsce zarówno dla tych inteligentnych, jak i półmózgich ludzi. YT w swoich archiwach ma miliony filmów! I módl się, by nie dotrzeć do tej mrocznej strony! (Jeśli chcielibyście osobny post z moją oceną YouTube'a, piszcie w komentarzach)
Najpierw zaczynasz od oglądania filmów Twojego ulubionego YouTubera, następnie przenosisz się na piosenki ubóstwianego przez Ciebie muzyka. I w ten sposób wędrujesz od filmu do filmu, aż w końcu wylądujesz na durnych vlogach, filmach z serii "Beka z dzieci na YouTube. Przy okazji zapewne nauczysz się na pamięć 100 najbardziej subskrybowanych YouTuberów w Polsce, dowiesz się nieco o Teoriach Spiskowych oraz będziesz podśpiewywać "Kaczuszkę Mo-Mo"

https://youtu.be/P6IEnMPBI1M

Uważaj! Nim się obejrzysz, już będziesz subskrybować TVN24 albo Sexmasterkę!

Ten etap Twojego wakacyjnego wieczoru trwa najdłużej. Po 4 godzinach siedzenia w odmętach YT można to już porównać do przedawkowania alkoholu. Po czym poznać, że przesadziłeś?

-Jest już ciemna noc, a ty dalej brniesz przez filmy.
-Nim się orientujesz, jest już szósta

Jak już pisałam - jeśli dotarłeś/aś do tak głębokiego YouTube'a i robisz rzeczy wymienione powyżej - koniecznie udaj się do psyhiatry.

Choooociaż, ja wczoraj doświadczyłam czegoś w tym stylu, a dalej czuje się na swój sposób normalna. Zaczęło się od oglądania Elevena... Następnie przeniosłam się na Karolka i Niekrytego Krytyka... A potem to już poszło! Piosenki z Fineasza i Ferba, filmy z gościem, który czyta #okresowehistorie na Twitterze oraz piosenkach Justina Biebera...

Faza numer cztery: Zaczynasz się nudzić tak bardzo, że już nawet internet Ci nie wystarcza. Jest godzina druga (Albo szósta, zależy ile trwała Faza trzecia ) W tym momencie są dwie opcje:

-Albo wchodzisz do Dark Webu (*lenny face*)
-Albo gasisz światło i idziesz spać

I TAK PRAWIE CODZIENNIE

A więc to był pierwszy post z serii "Oczami Lexus", mam nadzieję, że się spodobało (Jak nie, to nie bójcie się napisać czemu ) Więc komentujcie, a ja na razie się żegnam.

Bye ~ Lexus jest teraz offline
  • awatar Kowalski, opcje!: Wcale, że nieprawda! ;) U mnie non stop jest słońce, z przerwami na lekkie i przelotne opady. A kaczuszka Momo mnie rozwaliła.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
No hej! To tylko ja - najbardziej normalna (no prawie) i przeciętna nastolatka na świecie.
Oczywiście zgaduję, że takich jak ja jest pełno, więc, określenie "jedyna w swoim rodzaju" do mnie nie pasuje.
Mam na imię Aleksandra (Wow, kto by się domyślił), mam 15 lat, czyli według naszego cudownego systemu szkolnictwa idę do trzeciej klasy gimnazjum.
Jestem raczej szaloną i towarzyską osobą, jednak mimo tego nie mam zbyt wielu znajomych, a w klasie jestem raczej "Tą miłą dziewczyną, która da spisać zadania" (Nie, nie jestem kujonką)
Kocham śpiewać - oczywiście piosenki, które najbardziej kocham, w moim wykonaniu są niczym wrzask pięciolatka. Ale i tak śpiewam
Rysuję - Ta, jeśli do tego zalicza się bazgranie po zeszytach głów poniaczy i okazjonalne rysowanie ludzi. (Którzy wyglądają bardzo nieproporcjonalnie)
Chcę się nauczyć grać na gitarze - CHCĘ. Na tym to na razie poprzestało.
Piszę - to moja pasja. Spodoba mi się jakiś serial/film? Piszę fanfiction! Jestem smutna? Piszę jakieś durnoty w MicrosoftWord! Podoba mi się chłopak?! Piszę długą w cholerę opowieść o naszym gorącym romansie, który nigdy nie będzie miał odzwierciedlenia w rzeczywistości!!!
Dubbing - kocham wcielać się w inne postaci! Czy to Pinkie Pie z poniaczy, czy "Pani Spoilers" z Doctora Who. W przyszłości chciałabym być aktorem dubbingowym, ale cóż...



To w skrócie jestem cała ja. Jednak pomimo mojej przeciętności, jestem dobrym obserwatorem i widzę, co się wokół mnie dzieje. I O TYM będzie ten blog. Świat moimi oczyma. Czyli co sądzę o tzw. Snapchatowcach i Instagramowcach, jak według mnie wygląda pierwsza miłość oraz w jaki sposób uczniowie są podzieleni w każdej klasie.
To tylko kilka przykładów, ale na pewno będę tutaj poruszać inne tematy. Coś tak jakby Niekryty Krytyk, ale mówiący o życiu.
Jeśli chcielibyście, abym napisała o czymś konkretnym, śmiało piszcie w komentarzach!

Mam nadzieję, że ten blog przypadnie Wam do gustu, a ja na razie się z Wami żegnam, bo jest 00:47 i też muszę spać.

Frenetic Quill odmeldowuje się XX

P.S. Ubóstwiam nosić za duże na mnie swetry taty. ↓↓↓